Hoagland wyszedl ze sklepu na utwardzony piasek, oslonil oczy dlonia, przetarl mokre czolo zlozona chusteczka do nosa i przywital sie z Bobem Turkiem.
- Tym razem inna trupa? - spytal cicho.
- Zgadza sie - odparl Turk, czujac przyspieszone bicie serca. - I mozemy ich zalatwic. Hoag! Jesli dobrze to rozegramy, to znaczy jesli Fred...
- Beda podejrzliwi - powiedzial z namyslem Hoag. - Inne osady z pewnoscia uzywaly swoich Psi, zeby ich ograc. Moze maja jednego z tych - jak oni sie nazywaja - tych antyparapsychologów. Fred nalezy do grupy p-k, wiec jesli maja jakiegos anty p-k... - Z rezygnacja machnal reka.