Tega, szpakowata kobieta w srednim wieku stala przy straganie, w którym rzucalo sie do celu, trzymajac w rekach garsc lekkich, wiklinowych kólek. - Chodzi o to, zeby zarzucic kólko na przedmiot, który jest do wygrania - tlumaczyl Hoaglandowi Rae stojacy za placami Freda jego ojciec. - Jesli zarzucone przez ciebie kólko utrzyma sie - dany przedmiot jest twój. - Ruszyl w slad za Fredem w strone kramu, mruczac pod nosem: - To chyba wymarzona gra dla kogos, kto ma zdolnosci psychokinetyczne. Tak mi sie przynajmniej wydaje. - Proponuje - powiedzial do Freda Hoagland Rae - zebys tym razem uwazniej przyjrzal sie nagrodom. Tym przedmiotom, które mozna wygrac. - Mimo wszystko on równiez podszedl blizej. W pierwszej chwili Fred nie mógl sie zorientowac, do czego sluza blizniaczo do siebie podobne, estetyczne, skomplikowane, polyskujace metalem urzadzenia. Podszedl do straganu i kobieta w srednim wieku zaczela melodyjnym glosem recytowac swój monolog, proponujac mu garsc kólek. Za dolara lub jego równowartosc w produktach, które miala na zbyciu osada.