- Okay - mruknal Hoagland kiwajac glowa. - Zgadzam sie z toba. Nie zaszkodzi popatrzec. Musimy tylko pamietac o tym, co powiedzial ten general tajnej policji ONZ. Nie oszukujmy sie sadzac, ze bedziemy w stanie ich przechytrzyc. - Odlozyl klucz francuski, wstal od warsztatu i podszedl do szafy, by wyjac swój podbity futrem plaszcz.
Kiedy dotarli do wesolego miasteczka, stwierdzili, ze gry losowe zostaly - korzystnie - umiejscowione na samym przodzie przed wystepujacymi dziewczetami i fenomenami natury. Fred Costner szybko ruszyl naprzód, zostawiajac doroslych za soba; wciagal nosem powietrze, chlonal zapachy, sluchal muzyki. Za straganami, w których miescily sie gry losowe, dostrzegl estrade z fenomenami natury; ich ogladanie bylo jego ulubionym zajeciem podczas wizyt w przyjezdzajacych poprzednio wedrownych lunaparkach, ale prezentowany tu okaz górowal nad wszystkim, co dotad widzial. Byl to samoglowiec. Odpoczywal spokojnie w poludniowym marsjanskim sloncu; pozbawiona ciala glowa, z wlosami, uszami, inteligentnymi oczami... - Bóg jeden wiedzial, w jaki sposób utrzymywala sie przy zyciu... w kazdym razie Fred wyczul intuicyjnie, ze jest to prawdziwy fenomen.