A jednak na jego burtach widnialy namalowane wielkimi literami slowa w jezyku angielskim. Poruszajac wasami odczytal te wyrazy, podczas gdy statek ladowal na pólnocny wschód od miejsca, w którym stal. OPERUJACA W SZESCIU SYSTEMACH SPÓLKA "BAWIC UCZAC" FEERIA RADOSCI I ZABAWY DLA WSZYSTKICH! A wiec byl to - dobry Boze! - kolejny wedrowny lunapark. Chcial koniecznie oderwac wzrok od pojazdu, odwrócic sie i jak najszybciej odejsc. Ale nie mógl sie do tego zmusic - znana mu dobrze wewnetrzna potrzeba, pokusa czy ciekawosc byla zbyt silna. Nadal wiec wpatrywal sie w wehikul, z którego wysuwano teraz na ziemie przez otwarte juz wlazy samoczynne mechanizmy, przypominajace ksztaltem splaszczone paczki. Najwyrazniej rozbijali obóz. - I co teraz? - spytal podchodzac do Turka jego sasiad, Vince Guest. - Sam widzisz - odparl, Turk.. - Masz przeciez oczy. Samoczynne mechanizmy wznosily juz centralny namiot; kolorowe serpentyny wzbily sie pionowo w powietrze, a potem opadly na nadal dwuwymiarowe stragany. Pojawili sie tez pierwsi ludzie - czy moze humanoidy. Vince i Bob dostrzegli mezczyzn w jaskrawych kostiumach, a potem kobiety w trykotach. A raczej w czyms, co bylo znacznie bardziej skape niz trykoty. - O rany! - wykrztusil Vince, przelykajac sline. - Widzisz te damy? Czy widziales kiedys kobiete z takimi...