- Nie wyciagnal reki, by powitac Hoaglanda Rae. Zamiast tego zaczal nerwowo chodzic po warsztacie, marszczac z namyslem brwi. - Zaluje, ze nie zostalem tu wezwany ubieglego wieczora. Móglbym wam na przyklad od razu wyjasnic pewna sprawe... której general Mozart nie byl w stanie pojac. - Zatrzymal sie i spojrzal na Hoaglanda badawczo. - Rozumie pan chyba, ze nie przechytrzyliscie wcale tych ludzi z lunaparku. Oni chcieli przegrac te szesnascie mikrorobotów. Hoagland Rae w milczeniu kiwnal glowa; nie bylo nic do powiedzenia. Teraz wydawalo sie to oczywiste, jak slusznie powiedzial general sil specjalnych. - Pojawiajac sie tutaj poprzednio - ciagnal general Wolff - to znaczy w ubieglych latach, ci ludzie od lunaparku chcieli was ograc, ograc kolejno wszystkie osady. Wiedzieli, ze tym razem zaplanujecie wszystko tak, zeby koniecznie wygrac. A wiec tym razem przywiezli swoje mikroroboty. I swojego slabego Psi, który mial stoczyc pozorna "batalie" o supremacje. - Chce wiedziec tylko jedno - powiedzial Hoagland. - Czy otrzymamy ochrone. - Wzgórza i równiny otaczajace osade, jak doniósl Fred, roily sie od mikrorobotów; niebezpiecznie bylo wychodzic z budynków nawet w centrum miasteczka.