- Czesc - powiedzial jakajac sie; potem wstal z ziemi i wyczekujaco spojrzal na dziewczyne. Byla nieco wyzsza niz on i czul przed nia lek. Ale nie dochodzil od niej zapach Psi, wiec uswiadomil sobie, ze to nie ona stawiala opór jego zdolnosciom podczas gry, jaka toczyl na jej straganie. Mial wiec nad nia pewna przewage, a w dodatku ona byc moze o tym nie wiedziala.
- Lepiej sie stad zabieraj - oswiadczyla. - Czy nie slyszales glosnika? Beda rozpylac w tym rejonie gaz.
- Slyszalem - odparl.
Dziewczyna przyjrzala mu sie uwaznie.
- To ty jestes tym wielkim wygranym, prawda, synku? Mistrzem w grach zrecznosciowych.