W ciemnosciach nie widzial ksztaltów, które poruszaly sie na krawedzi tego swiatla; stanal i czekal, próbujac zorientowac sie w sytuacji. Slyszal stlumione glosy kobiet i mezczyzn, najwyrazniej chodzacych w te i z powrotem. I szum pracujacego silnika. Uswiadomil sobie, ze ONZ nie wysylalaby kobiet. Nie byli to wiec przedstawiciele wladz. Nagle zdal sobie sprawe, ze nie widzi czesci nieba, na którym blyszczaly gwiazdy i jasna nocna poswiata, gdyz zaslania je jakis wielki nieruchomy obiekt. Zastanawiajac sie nad jego ksztaltem doszedl do wniosku, ze moze to byc oparty na rufie i gotowy do odlotu statek miedzyplanetarny. Usiadl na ziemi, drzac z chlodu typowego dla marsjanskich nocy i wytezajac wzrok, by przekonac sie, po co biegaja w te i z powrotem goraczkowo czyms zajete niewyrazne postacie. Czyzby ten lunapark wrócil? Czyzby byl to znowu pojazd Przedsiebiorstwa Rozrywkowego "Spadajaca Gwiazda"? Przyszla mu do glowy przerazajaca wizja: oto teraz, w srodku nocy, na tym nagim obszarze lezacym pomiedzy osadami, ustawiane sa stragany, flagi, namioty i estrady, kramy z grami losowymi i platformy, na których pokazywano kobiety i fenomeny natury. Tworzy sie zawieszona w prózni replike wesolego lunaparku, której nikt nie zobaczy ani nie odwiedzi. Tylko on Sam - przypadkowym zrzadzeniem losu. Jego zas obraz ten napawal odraza - dosc juz mial lunaparku, obslugujacych go ludzi i... wszystkiego innego.