- Bóg raczy wiedziec - odparl Hoagland. Zapalil prawdziwe, wyprodukowane na Ziemi cygaro marki Optimo i wciagnal dym w posepnym milczeniu, obserwujac stado owiec z czarnymi pyskami, które zaganiano wlasnie do transportowca. - Kto by sie domyslil, ze legendarna, klasyczna inwazja na Ziemie przybierze wlasnie taka forme - spytal sam siebie. - Ze zacznie sie tutaj, w naszej nedznej osadzie, za pomoca kilkunastu malych, wypelnionych drutami figurek, które z takim trudem wygralismy od Przedsiebiorstwa Rozrywkowego "Spadajaca Gwiazda"? General Mozart twierdzi, ze najezdzcy nie chcieli ich wcale oddac. Ironia losu. - Zdajesz sobie chyba sprawe, ze zamierzaja nas poswiecic - spytal cicho Bob Turk, podchodzac blizej i stajac obok niego. - To oczywiste. Arsenowodór zabije wszystkie susly i szczury, ale nie zabije mikrorobotów, bo one przeciez nie oddychaja. Sily specjalne ONZ beda musialy operowac w tym regionie jeszcze przez wiele tygodni, moze miesiecy. Ten atak gazowy to dopiero poczatek. Odwrócil sie do Tony'ego Costnera i spojrzal na niego z wyrzutem. - Gdyby twój chlopak... - Przestan - powiedzial ostrym tonem Hoagland. - To wystarczy. Gdybym ja nie rozebral tej pierwszej... nie zamknal obwodu... mnie tez mozesz obwiniac, Turk; szczerze mówiac chetnie podam sie do dymisji. Mozecie kierowac osada beze mnie.