- Ale co to zwierze mialo robic? - zastanawial sie zdejmujac obroze. - Przekluc któregos z nas rogami? A moze podsluchiwac? - To zdawalo sie bardziej prawdopodobne; ukryty w obrozy przekaznik wydawal wyraznie slyszalny pomruk, widocznie byl na stale wlaczony i chwytal wszystkie wydawane w poblizu odglosy. A wiec wiedza juz, ze sprowadzilismy wojsko - pomyslal Hoagland. - I ze znalezlismy juz dwa sposród tych urzadzen.
Mial glebokie przeczucie, ze oznacza to koniecznosc porzucenia osady. Ten obszar stanie sie wkrótce polem walki miedzy silami ONZ a... nie znanym przeciwnikiem. Przedsiebiorstwo Rozrywkowe "Spadajaca Gwiazda". Zastanawial sie, skad pochodza wlasciciele tego lunaparku. Najwyrazniej spoza Systemu Slonecznego.
- Prosze sie nie martwic - powiedzial przyklekajac obok niego na chwile jakis ubrany na czarno oficer tajnej policji ONZ. - W ten sposób zdradzili swoje zamiary - nigdy dotad nie bylismy w stanie dowiesc, ze te lunaparki maja wrogie zamiary. Dzieki wam nie dotarli do planety Terra. Przyslemy wam posilki, nie poddawajcie sie. - Usmiechnal sie do Hoaglanda i odszedl pospiesznie w ciemnosc, w kierunku zaparkowanego tam czolgu sil ONZ.