General Mozart obejrzal dokladnie martwego marsjanskiego susla, przyjrzal sie obrozy, elektrodom i powiedzial: - Byc moze, panie Rae, wygraliscie nagrody rzeczowe, których oni wcale nie chcieli oddac. Ich ostatecznym, to znaczy prawdziwym miejscem przeznaczenia nie byla zapewne ta osada. - Ponownie ujawnil zle ukrywane lekcewazenie; któz chcialby zawracac sobie glowe ta miejscowoscia? - Sadze, choc to tylko domysl, ze tym miejscem przeznaczenia moglaby byc Ziemia i rejony liczniej zaludnione. Ale poniewaz wykorzystaliscie przy tej grze polegajacej na rzucaniu pilka parapsychologiczne zdolnosci waszego... - Przerwal nagle i zerknal na zegarek. - Mysle, ze spryskamy wszystkie okoliczne pola arsenowodorem; pan i panscy ludzie bedziecie musieli opuscic caly region, w istocie jeszcze dzis wieczorem. My zapewnimy transport. Czy moge skorzystac z panskiego telefonu? Ja zamówie transport, a pan zbierze wszystkich swoich ludzi. Usmiechnal sie zdawkowo do Hoaglanda i podszedl do telefonu, zeby polaczyc sie ze swa kwatera w miescie M.