W godzine pózniej na srodku jedynej ulicy osady wyladowala zandarmeria ONZ. Z pojazdu wysiadl umundurowany oficer w srednim wieku, z teczka w reku; rozejrzal sie i dostrzegl w zóltawym swietle póznego popoludnia grupe mieszkanców oraz stojacego na jej czele Hoaglanda Rae. - Czy general Mozart? - spytal Hoagland, niepewnie wyciagajac reke. - Zgadza sie - odparl masywnie zbudowany oficer ONZ, wymieniajac z nim krótki uscisk dloni. - Czy moze mi pan pokazac ten mechanizm? - Wydawalo sie, ze patrzy z lekka pogarda na przybrudzonych mieszkanców osady. Hoagland wyraznie to odczul, a jego poczucie kleski i przygnebienia jeszcze sie poglebily. - Oczywiscie, panie generale - odparl Hoagland, po czym poprowadzil go przez sklep na zaplecze, do warsztatu.