Spod powierzchni ziemi doszedl go pisk bólu i przerazenia. Chwycil za lopate i odgarnal warstwe piachu. Odslonil w ten sposób tunel, w którym - jak przewidzial na podstawie dlugoletniego doswiadczenia - lezal drgajacy w przedsmiertelnych konwulsjach marsjanski susel; klebek futra, w którym lsnily tylko zamglone w agonii kolory i wysuniete zeby. Dobil go kierujac sie litoscia. A potem pochylil sie by go obejrzec. Dostrzegl bowiem cos, co zwrócilo jego uwage; blysk metalu. Susel mial na sobie obroze. Byla ona oczywiscie wykonana z jakiegos sztucznego tworzywa i luzno opinala gruba szyje zwierzecia. Wystawaly z niej niemal niewidoczne, cienkie jak wlos druty, które znikaly pod skóra pokrywajaca glowe susla, u nasady jego czaszki. - O Boze - mruknal Tony Costner; podniósl zabitego susla i stal bezradnie, z przerazeniem zastanawiajac sie co zrobic. Od razu skojarzyl to odkrycie z lalkami wygranymi w lunaparku i z ich ucieczka; to bylo ich dzielo, to one - jak mówil Hoagland - atakowaly osade. Zastanawial sie, co zrobilby ten susel, gdyby nie zostal przez niego zabity.