Ostroznie otworzyl przednia scianke figurki. Tu równiez dostrzegl przewody i jakies miniaturowe podzespoly, które nawet pod lupa trudno bylo zidentyfikowac. Nie zamierzal zreszta podejmowac takiej próby; w koncu jego umiejetnosci ograniczaly sie do napraw napedzanych silnikiem zniwiarek i innych tego typu maszyn. To przekraczalo jego mozliwosci. Znów zaczal sie zastanawiac, w jaki sposób osada moglaby wykorzystac te mikroroboty. Odsprzedac je z powrotem Narodom Zjednoczonym? A tymczasem wlasciciele lunaparku zwineli swe stragany i odlecieli. Nie mozna bylo dowiedziec sie od nich; co to za urzadzenia. - Maze on chodzi i mówi - niepewnie powiedzial Turk. Hoagland zaczal szukac na obudowie figurki jakiegos wylacznika, ale nie znalazl go. - Moze reaguje na ludzki glos - pomyslal. Zacznij chodzic! - rozkazal. Figurka trwala w bezruchu. - Wydaje mi sie, ze mamy tu cos ciekawego - powiedzial do Turka. - Ale... - Wykonal znaczacy gest. - To troche potrwa; musimy byc cierpliwi.