Wsród ustawionych budek zgromadzil sie juz spory tlum mieszkanców osady, wsród których bylo tez troche dzieci; Fred zerknal na oblezone stoisko z wata cukrowa, poczul zapach prazonej kukurydzy i dostrzegl z zachwytem duzy pek wypelnionych helem balonów, z którymi spacerowal pomalowany na jaskrawe kolory karzel w kostiumie wlóczegi. - Posluchaj, Fred - powiedzial spokojnie jego ojciec. - Musisz znalezc taka gre, w której stawka sa naprawde cenne nagrody. - Wiem o tym - odparl i zaczal przygladac sie kramom. - Nie potrzeba nam lalek w hawajskich spódniczkach - powiedzial sam do siebie. - Ani bombonierek z cukierkami ze slonej wody.